Są takie ulice, które mijamy w pośpiechu, nie zastanawiając się, ile historii kryje się w odpadającym tynku. Wydają się zwyczajne, może nawet brzydkie, ale wystarczy zatrzymać się na chwilę, by zobaczyć, że to nie ruina — to pamięć. Miasto starzeje się inaczej niż ludzie. Nie ma zmarszczek, ma pęknięcia. Nie ma wspomnień, ma warstwy farby, które ktoś kiedyś uznał za potrzebne.
Kiedy patrzę na tę scenę, widzę kobietę, która przechodzi obok jakby mimochodem, ale jej obecność nadaje sens temu, co pozornie martwe. Ona idzie dalej, a budynek zostaje — jak strażnik dawnych rozmów, śmiechów, kłótni, zapachów obiadu, którymi kiedyś żyły te ściany. Dziś są tylko świadectwem czasu, który nie pyta o zgodę.
W takich miejscach nostalgia nie jest sentymentalna. Jest cicha, jakby nie chciała przeszkadzać. Przypomina, że wszystko, co mijamy, kiedyś było czyimś centrum świata. A my? My jesteśmy tylko kolejnym kadrem w długim filmie, który to miasto odtwarza bez końca.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz