środa, 18 lutego 2026

Miechowice - pałac w zimowym świetle

 Pałac Tiele‑Wincklerów w Bytomiu‑Miechowicach powstał w latach 1812–1817 jako klasycystyczna rezydencja Ignacego Domesa. W połowie XIX wieku, po przejęciu majątku przez ród Tiele‑Wincklerów, obiekt został gruntownie przebudowany w stylu angielskiego neogotyku Tudorów. Prace prowadzone w latach 1850–1859 według projektu Maurycego Augusta Nottebohma nadały pałacowi charakterystyczny, zamkowy wygląd z trzema wieżami, w tym najwyższą — „Jaskółczą”.



Widok na oficynę pałacu od strony parku

Rezydencja pozostawała w rękach Tiele‑Wincklerów do 1925 roku. Jej kres nastąpił w styczniu 1945 roku, kiedy Armia Czerwona splądrowała i spaliła pałac. Wypalone mury wysadzono w latach 1954–1955. W 1995 roku zespół pałacowo‑parkowy wpisano do rejestru zabytków województwa śląskiego. Do dziś zachowały się tylko fragmenty pałacu, oficyna oraz zabytkowy park z cennym drzewostanem.

wtorek, 17 lutego 2026

Miechowice - „Wiosny Ludów — kronika zwykłej niezwykłości”

 Są w Miechowicach takie miejsca, które mijamy codziennie, nie zastanawiając się, skąd właściwie się wzięły. Ot, zwykła ulica, kilka domów, trochę zieleni, czasem pies wyprowadzany na spacer. A jednak — gdyby ulica Wiosny Ludów potrafiła mówić, opowiedziałaby historię znacznie bogatszą niż ta, którą widzimy z okna autobusu lub ze spaceru. Ale w tle tej historii pojawia się jeszcze jeden, bardzo śląski akcent — fińskie domki. Dziś dla wielu to tylko ciekawostka architektoniczna, ale po wojnie były symbolem nadziei. Polska, zrujnowana i potrzebująca mieszkań, przyjęła od Finlandii gotowe, drewniane moduły, które można było postawić szybko, tanio i niemal od ręki. Na Śląsku, gdzie tysiące ludzi pracowało w kopalniach i hutach, takie domki były jak prezent z nieba: ciepłe, przytulne, pachnące świeżym drewnem. W Miechowicach również pojawiły się takie zabudowania — skromne, ale pełne życia, budujące nową powojenną codzienność.



Dziś wiele chlewików nie istnieje, ale fińskie domki mają sie dobrze i co więcej ta zabudowa jest małą kroniką Miechowic, zapisaną w drewnie, i wspomnieniach mieszkańców, którzy przybyli z Francji i nie tylko. Świat zmienia się szybciej niż kiedykolwiek, ale ta ulica trwa — trochę jak przypomnienie, że historia nie zawsze krzyczy. Czasem po prostu stoi przy drodze i czeka, aż ktoś zechce jej posłuchać i na nią podpatrzeć.

poniedziałek, 16 lutego 2026

Miechowice - opowieść o ,,Słonecznym Placu" i znikających domach

 Są takie nazwy miejsc w Miechowicach, które bardziej się kojarzą z wakacjami w ciepłym kraju, a niżeli z dzielnicą przemysłowego dużego miasta - również znanego głownie z przemysłu ciężkiego. 




 W Miechowicach, gdzie historia bywała ciężka jak węgiel fedrowany pod ziemią, ta nazwa działa jak przeciwwaga: lekka, jasna, jakby ktoś chciał powiedzieć mieszkańcom: „tu zawsze będzie trochę jaśniej” i cieplej. Dlaczego? 




Otóż w odróżnieniu od wąskich sąsiednich ulic, które była gęsto zabudowane familokami z czerwonej cegły, na pl. Słonecznym było mniej domów, a na dodatek miejsce to było delikatnie pochylone w kierunku południowym, gdzie padało więcej słońca. Zatem nazwa ma swoje uzasadnienie.     

W czasach, gdy  Plac Słoneczny miał być miejscem, które kojarzy się dobrze – z ciepłem, z energią, z życiem - z czasem tutaj wybudowano szkołę, który defacto  przez dziesięciolecia tętnił życiem stojąc niemal w samym jego sercu. Dzieci wbiegające na lekcje, gwar przerw, akademie, śmiech – to wszystko było jak codzienny wschód słońca.


Dziś szkoły już nie ma, a plac zmienił swoje oblicze i juz raczej nie przypomina budzącego się życia i nadziei. Jednak nazwa pozostała. I może właśnie w tym tkwi jej siła: przypomina o tym, że nawet gdy rzeczy się kończą, miejsca potrafią zachować swój blask. Plac Słoneczny jest więc trochę jak album rodzinny – nie trzeba go otwierać, żeby wiedzieć, że w środku są wspomnienia pełne światła. 


Może dlatego mieszkańcy wciąż mówią o nim z czułością. Bo w Miechowicach, gdzie historia bywała burzliwa, Słońce w nazwie to nie tylko metafora. To deklaracja. A może nawet życzenie, żeby w tej części świata zawsze było choć odrobinę jaśniej, ponieważ najbliższa historia tej części rysuje się raczej w ciemnych barwach.  

Plac Słoneczny – czy można wyobrazić sobie bardziej pogodny adres?  


piątek, 13 lutego 2026

Miechowice - serce pałacu, które wciąż bije

 Pałac Tiele‑Wincklerów w Miechowicach stoi dziś jak ocalały fragment dawnej opowieści — jak strona wyrwana z księgi, której resztę pochłonął ogień. Ta część, którą widzisz, jest jak serce, które mimo ran wciąż bije. Jej mury pamiętają czasy, gdy ród Tiele‑Wincklerów tchnął w to miejsce bogactwo, kulturę i ambicję, a Miechowice były jednym z najjaśniejszych punktów na mapie śląskiej arystokracji.



Pałac widziany od strony ul. Dzierżonia 

Dlatego ta ocalała część pałacu świeci dziś jak samotna latarnia. Jej okna, rozświetlone na obrazie, wyglądają tak, jakby próbowały przywołać ducha dawnej świetności — bale, rozmowy w salonach, zapach książek z biblioteki, echo kroków na marmurowych schodach. Drzewa wokół, starsze niż niejedno ludzkie pokolenie, zdają się pochylać nad ruiną jak nad przyjacielem, którego nie udało się ochronić.  



W parku pod platanem ......... 

A jednak w tej pozostałości jest coś niezwykle poruszającego. Jakby pałac, choć okaleczony, wciąż chciał opowiadać swoją historię — o rodzie, który budował potęgę Śląska, o wojnie, która nie znała litości, i o pamięci, która mimo wszystko trwa. To nie jest tylko fragment budowli. To świadectwo. Cichy pomnik tego, co było, i tego, co przetrwało wbrew wszystkiemu. 

czwartek, 12 lutego 2026

Tarnowskie góry - Wieża wspomnienia gwarków

 Są w śląskich miastach miejsca, które nie potrzebują rozgłosu, by stać się symbolami. W Tarnowskich Górach takim miejscem jest Dzwonnica Gwarków — niepozorna, drewniana konstrukcja stojąca na Placu Gwarków, jakby od zawsze pilnowała rytmu tego miasta. A przecież to tylko replika. Tylko i aż — bo w tej skromności kryje się cała historia regionu.



Dzwonnica, którą dziś oglądamy, to współczesna rekonstrukcja XIX‑wiecznej dzwonnicy kopalnianej, niegdyś należącej do Królewskiej Kopalni „Fryderyk”. Oryginał stał na północnym zboczu hałdy popłuczkowej i służył do sygnalizowania pracy gwarków — ludzi, którzy wydobywali srebro i ołów, tworząc fundamenty bogactwa miasta. Dzwon oznaczał początek zmiany, alarm, czasem tragedię. Był głosem kopalni, zanim jeszcze pojawiły się syreny i elektryczne systemy ostrzegawcze. Dziś dzwonnica stoi w zupełnie innym otoczeniu. Zamiast hałd — bruk i kamienice. Zamiast gwarków — spacerowicze, turyści, uczniowie wracający ze szkoły. A jednak, gdy patrzy się na tę drewnianą wieżę, trudno oprzeć się wrażeniu, że wciąż coś opowiada. Może o tym, że Tarnowskie Góry nie są miastem, które zapomina. Może o tym, że historia górnictwa to nie tylko podziemne korytarze wpisane dziś na listę UNESCO, ale także takie drobne znaki pamięci, które przetrwały dzięki lokalnej determinacji.




Patrząc na Dzwonnicę Gwarków, można odnieść wrażenie, że to nie tylko pamiątka, ale i  zachęta współczesności, by znali przeszłość, która buduje świadomość. W świecie, który pędzi, zmienia się i zapomina szybciej, niż zdąży zapisać, ta drewniana konstrukcja stoi jak manifest: pamiętajcie, skąd przyszliście. Nie dominuje przestrzeni, ale zadaje pytania - skąd i po co. I dalej trwa — i to wystarczy, by wciąż dzwoniła, choć dziś już na ogół bez dźwięku. 


środa, 11 lutego 2026

Bytom - Szara codzienność zapomnianego miasta

 Są takie ulice, które mijamy w pośpiechu, nie zastanawiając się, ile historii kryje się w odpadającym tynku. Wydają się zwyczajne, może nawet brzydkie, ale wystarczy zatrzymać się na chwilę, by zobaczyć, że to nie ruina — to pamięć. Miasto starzeje się inaczej niż ludzie. Nie ma zmarszczek, ma pęknięcia. Nie ma wspomnień, ma warstwy farby, które ktoś kiedyś uznał za potrzebne.


Bytom ul. Kwietniewskiego

Kiedy patrzę na tę scenę, widzę kobietę, która przechodzi obok jakby mimochodem, ale jej obecność nadaje sens temu, co pozornie martwe. Ona idzie dalej, a budynek zostaje — jak strażnik dawnych rozmów, śmiechów, kłótni, zapachów obiadu, którymi kiedyś żyły te ściany. Dziś są tylko świadectwem czasu, który nie pyta o zgodę.



Bytom - ul. Żołnierza Polskiego

W takich miejscach nostalgia nie jest sentymentalna. Jest cicha, jakby nie chciała przeszkadzać. Przypomina, że wszystko, co mijamy, kiedyś było czyimś centrum świata. A my? My jesteśmy tylko kolejnym kadrem w długim filmie, który to miasto odtwarza bez końca.

wtorek, 10 lutego 2026

Bytom - przemysłowy klimat Bobrka

 Bobrek ma w sobie tę osobliwą umiejętność łączenia dwóch światów, które gdzie indziej dawno by się ze sobą pokłóciły. Z jednej strony codzienność — auta zaparkowane jakby od niechcenia, ceglane kamienice pamiętające czasy, gdy wszystko tu tętniło pracą. Z drugiej — przemysłowy kręgosłup dzielnicy, dumny komin wyrastający ponad dachy jak strażnik epoki, która niby minęła, a jednak wciąż unosi się w powietrzu. To miejsce nie próbuje być ładne w klasycznym sensie. Ono jest prawdziwe. Surowe, trochę zmęczone, ale przez to właśnie szczere. Zimowy pył na bruku i mleczne światło dnia podkreślają tę autentyczność, jakby Bobrek chciał powiedzieć: „Nie jestem dekoracją. Jestem historią, która nadal żyje”.



I może właśnie dlatego takie zaułki mają w sobie więcej duszy niż niejeden wypolerowany deptak. Bo tu, między cegłą a kominem, widać nie tylko przeszłość, ale i ludzi, którzy wciąż próbują nadać temu miejscu sens.