Wieczór zsuwa się nad wodę jak miękka, pastelowa tkanina.
Niebo płonie cichym światłem — różem, pomarańczą, fioletem —
jakby ktoś rozgarniał farby palcami, pozwalając im spływać
po krawędziach chmur.
Staw oddycha spokojem.
Jego tafla jest gładka, lustrzana,
przyjmuje w siebie każdy odcień nieba,
jakby chciała zapamiętać tę chwilę na dłużej.
Po drugiej stronie stoją bloki — zwyczajne, codzienne —
a jednak w tym świetle wyglądają jak bastiony zmierzchu.
Drzewa wokół ciemnieją, ale nie groźnie —
raczej jak ramy obrazu, które chronią jego delikatność.
To miejsce jest jak oddech między dniem a nocą,
jak krótka pauza, w której miasto przestaje się spieszyć.
Staw trwa, spokojny, pastelowy,
i zaprasza, by na chwilę zatrzymać się
w jego odbiciu i podumać, co pięknego mamy ....







123.jpg)




.png)