Niewielu mieszkańców zapuszcza się w tę uliczkę, choć prowadzi przez nią droga równie stara jak pamięć okolicznych domów. Wąski, piaszczysty trakt, wijący się między drewnianymi płotami i niskimi, czerwono dachowymi chałupami, wygląda tak, jakby czas zatrzymał się tu z własnej woli. Popołudniowe światło osiada na liściach drzew, tworząc miękką poświatę — jak reflektor, który powoli rozświetla scenę przed pierwszym aktem.
To miejsce od lat czterdziestych XX wieku nosi imię Wojciecha Bogusławskiego, ojca polskiego teatru narodowego. I choć trudno wyobrazić sobie, by sam Bogusławski przemierzał tę drogę, jest w niej coś, co zaskakująco dobrze współbrzmi z jego życiem. On również działał na uboczu wielkiej historii, często w trudnych warunkach, a jednak potrafił stworzyć przestrzeń, w której rodziła się polskość — żywa, odważna, pełna emocji. Tak jak ta ulica, skromna, lecz pełna charakteru.
Ulica Bogusławskiego nie potrzebuje wielkich dekoracji. Jej scenografia to proste płoty, stare dachy i światło, które zmienia się jak kurtyna unosząca się i opadająca nad kolejnymi odsłonami dnia. A przechodzień, który tu trafi, staje się na chwilę widzem — i bohaterem — tej małej, pięknej sztuki codzienności.


















