poniedziałek, 16 lutego 2026

Miechowice - opowieść o ,,Słonecznym Placu" i znikających domach

 Są takie nazwy miejsc w Miechowicach, które bardziej się kojarzą z wakacjami w ciepłym kraju, a niżeli z dzielnicą przemysłowego dużego miasta - również znanego głownie z przemysłu ciężkiego. 




 W Miechowicach, gdzie historia bywała ciężka jak węgiel fedrowany pod ziemią, ta nazwa działa jak przeciwwaga: lekka, jasna, jakby ktoś chciał powiedzieć mieszkańcom: „tu zawsze będzie trochę jaśniej” i cieplej. Dlaczego? 




Otóż w odróżnieniu od wąskich sąsiednich ulic, które była gęsto zabudowane familokami z czerwonej cegły, na pl. Słonecznym było mniej domów, a na dodatek miejsce to było delikatnie pochylone w kierunku południowym, gdzie padało więcej słońca. Zatem nazwa ma swoje uzasadnienie.     

W czasach, gdy  Plac Słoneczny miał być miejscem, które kojarzy się dobrze – z ciepłem, z energią, z życiem - z czasem tutaj wybudowano szkołę, który defacto  przez dziesięciolecia tętnił życiem stojąc niemal w samym jego sercu. Dzieci wbiegające na lekcje, gwar przerw, akademie, śmiech – to wszystko było jak codzienny wschód słońca.


Dziś szkoły już nie ma, a plac zmienił swoje oblicze i juz raczej nie przypomina budzącego się życia i nadziei. Jednak nazwa pozostała. I może właśnie w tym tkwi jej siła: przypomina o tym, że nawet gdy rzeczy się kończą, miejsca potrafią zachować swój blask. Plac Słoneczny jest więc trochę jak album rodzinny – nie trzeba go otwierać, żeby wiedzieć, że w środku są wspomnienia pełne światła. 


Może dlatego mieszkańcy wciąż mówią o nim z czułością. Bo w Miechowicach, gdzie historia bywała burzliwa, Słońce w nazwie to nie tylko metafora. To deklaracja. A może nawet życzenie, żeby w tej części świata zawsze było choć odrobinę jaśniej, ponieważ najbliższa historia tej części rysuje się raczej w ciemnych barwach.  

Plac Słoneczny – czy można wyobrazić sobie bardziej pogodny adres?  


piątek, 13 lutego 2026

Miechowice - serce pałacu, które wciąż bije

 Pałac Tiele‑Wincklerów w Miechowicach stoi dziś jak ocalały fragment dawnej opowieści — jak strona wyrwana z księgi, której resztę pochłonął ogień. Ta część, którą widzisz, jest jak serce, które mimo ran wciąż bije. Jej mury pamiętają czasy, gdy ród Tiele‑Wincklerów tchnął w to miejsce bogactwo, kulturę i ambicję, a Miechowice były jednym z najjaśniejszych punktów na mapie śląskiej arystokracji.



Pałac widziany od strony ul. Dzierżonia 

Dlatego ta ocalała część pałacu świeci dziś jak samotna latarnia. Jej okna, rozświetlone na obrazie, wyglądają tak, jakby próbowały przywołać ducha dawnej świetności — bale, rozmowy w salonach, zapach książek z biblioteki, echo kroków na marmurowych schodach. Drzewa wokół, starsze niż niejedno ludzkie pokolenie, zdają się pochylać nad ruiną jak nad przyjacielem, którego nie udało się ochronić.  



W parku pod platanem ......... 

A jednak w tej pozostałości jest coś niezwykle poruszającego. Jakby pałac, choć okaleczony, wciąż chciał opowiadać swoją historię — o rodzie, który budował potęgę Śląska, o wojnie, która nie znała litości, i o pamięci, która mimo wszystko trwa. To nie jest tylko fragment budowli. To świadectwo. Cichy pomnik tego, co było, i tego, co przetrwało wbrew wszystkiemu. 

czwartek, 12 lutego 2026

Tarnowskie góry - Wieża wspomnienia gwarków

 Są w śląskich miastach miejsca, które nie potrzebują rozgłosu, by stać się symbolami. W Tarnowskich Górach takim miejscem jest Dzwonnica Gwarków — niepozorna, drewniana konstrukcja stojąca na Placu Gwarków, jakby od zawsze pilnowała rytmu tego miasta. A przecież to tylko replika. Tylko i aż — bo w tej skromności kryje się cała historia regionu.



Dzwonnica, którą dziś oglądamy, to współczesna rekonstrukcja XIX‑wiecznej dzwonnicy kopalnianej, niegdyś należącej do Królewskiej Kopalni „Fryderyk”. Oryginał stał na północnym zboczu hałdy popłuczkowej i służył do sygnalizowania pracy gwarków — ludzi, którzy wydobywali srebro i ołów, tworząc fundamenty bogactwa miasta. Dzwon oznaczał początek zmiany, alarm, czasem tragedię. Był głosem kopalni, zanim jeszcze pojawiły się syreny i elektryczne systemy ostrzegawcze. Dziś dzwonnica stoi w zupełnie innym otoczeniu. Zamiast hałd — bruk i kamienice. Zamiast gwarków — spacerowicze, turyści, uczniowie wracający ze szkoły. A jednak, gdy patrzy się na tę drewnianą wieżę, trudno oprzeć się wrażeniu, że wciąż coś opowiada. Może o tym, że Tarnowskie Góry nie są miastem, które zapomina. Może o tym, że historia górnictwa to nie tylko podziemne korytarze wpisane dziś na listę UNESCO, ale także takie drobne znaki pamięci, które przetrwały dzięki lokalnej determinacji.




Patrząc na Dzwonnicę Gwarków, można odnieść wrażenie, że to nie tylko pamiątka, ale i  zachęta współczesności, by znali przeszłość, która buduje świadomość. W świecie, który pędzi, zmienia się i zapomina szybciej, niż zdąży zapisać, ta drewniana konstrukcja stoi jak manifest: pamiętajcie, skąd przyszliście. Nie dominuje przestrzeni, ale zadaje pytania - skąd i po co. I dalej trwa — i to wystarczy, by wciąż dzwoniła, choć dziś już na ogół bez dźwięku. 


środa, 11 lutego 2026

Bytom - Szara codzienność zapomnianego miasta

 Są takie ulice, które mijamy w pośpiechu, nie zastanawiając się, ile historii kryje się w odpadającym tynku. Wydają się zwyczajne, może nawet brzydkie, ale wystarczy zatrzymać się na chwilę, by zobaczyć, że to nie ruina — to pamięć. Miasto starzeje się inaczej niż ludzie. Nie ma zmarszczek, ma pęknięcia. Nie ma wspomnień, ma warstwy farby, które ktoś kiedyś uznał za potrzebne.


Bytom ul. Kwietniewskiego

Kiedy patrzę na tę scenę, widzę kobietę, która przechodzi obok jakby mimochodem, ale jej obecność nadaje sens temu, co pozornie martwe. Ona idzie dalej, a budynek zostaje — jak strażnik dawnych rozmów, śmiechów, kłótni, zapachów obiadu, którymi kiedyś żyły te ściany. Dziś są tylko świadectwem czasu, który nie pyta o zgodę.



Bytom - ul. Żołnierza Polskiego

W takich miejscach nostalgia nie jest sentymentalna. Jest cicha, jakby nie chciała przeszkadzać. Przypomina, że wszystko, co mijamy, kiedyś było czyimś centrum świata. A my? My jesteśmy tylko kolejnym kadrem w długim filmie, który to miasto odtwarza bez końca.

wtorek, 10 lutego 2026

Bytom - przemysłowy klimat Bobrka

 Bobrek ma w sobie tę osobliwą umiejętność łączenia dwóch światów, które gdzie indziej dawno by się ze sobą pokłóciły. Z jednej strony codzienność — auta zaparkowane jakby od niechcenia, ceglane kamienice pamiętające czasy, gdy wszystko tu tętniło pracą. Z drugiej — przemysłowy kręgosłup dzielnicy, dumny komin wyrastający ponad dachy jak strażnik epoki, która niby minęła, a jednak wciąż unosi się w powietrzu. To miejsce nie próbuje być ładne w klasycznym sensie. Ono jest prawdziwe. Surowe, trochę zmęczone, ale przez to właśnie szczere. Zimowy pył na bruku i mleczne światło dnia podkreślają tę autentyczność, jakby Bobrek chciał powiedzieć: „Nie jestem dekoracją. Jestem historią, która nadal żyje”.



I może właśnie dlatego takie zaułki mają w sobie więcej duszy niż niejeden wypolerowany deptak. Bo tu, między cegłą a kominem, widać nie tylko przeszłość, ale i ludzi, którzy wciąż próbują nadać temu miejscu sens.

środa, 4 lutego 2026

Miechowice - sielski i wiejski charakter miasta ukryty wśród domów i drzew

Niewielu mieszkańców zapuszcza się w tę uliczkę, choć prowadzi przez nią droga równie stara jak pamięć okolicznych domów. Wąski, piaszczysty trakt, wijący się między drewnianymi płotami i niskimi, czerwono dachowymi chałupami, wygląda tak, jakby czas zatrzymał się tu z własnej woli. Popołudniowe światło osiada na liściach drzew, tworząc miękką poświatę — jak reflektor, który powoli rozświetla scenę przed pierwszym aktem.




To miejsce od lat czterdziestych XX wieku nosi imię Wojciecha Bogusławskiego, ojca polskiego teatru narodowego. I choć trudno wyobrazić sobie, by sam Bogusławski przemierzał tę drogę, jest w niej coś, co zaskakująco dobrze współbrzmi z jego życiem. On również działał na uboczu wielkiej historii, często w trudnych warunkach, a jednak potrafił stworzyć przestrzeń, w której rodziła się polskość — żywa, odważna, pełna emocji. Tak jak ta ulica, skromna, lecz pełna charakteru.


Ulica Bogusławskiego nie potrzebuje wielkich dekoracji. Jej scenografia to proste płoty, stare dachy i światło, które zmienia się jak kurtyna unosząca się i opadająca nad kolejnymi odsłonami dnia. A przechodzień, który tu trafi, staje się na chwilę widzem — i bohaterem — tej małej, pięknej sztuki codzienności.

wtorek, 3 lutego 2026

Bytom Miechowice - „Szyb Zachodni: ostatnie cegły, ostatnia szansa”

 Ćwierć wieku po zamknięciu kopalni Miechowice krajobraz tej części Bytomia wciąż nosi blizny po górniczej epoce. Z dawnego, tętniącego życiem zakładu zostały już tylko dwa samotne strażniki przeszłości: budynek nadszybia szybu Zachodniego i ceglana maszyna wyciągowa z 1910 roku. Resztę zrównano z ziemią, jakby ktoś chciał wymazać pamięć o miejscu, które przez dekady budowało tożsamość dzielnicy.



Budynek maszyny wyciągowej i cechowni

Choć oba obiekty wpisano do rejestru zabytków, ich los wcale nie jest pewny. Maszyna wyciągowa — ostatnia murowana pamiątka po kopalni — od lat stoi w rękach prywatnego właściciela, który nie kiwnął palcem, by ją zabezpieczyć. Cegły pękają, dach zarasta drzewami, a czas robi swoje.




Budynek nadszybia



Miasto, choć obiekty stoją przy ulicy Szyb Zachodni i są formalnie chronione, nie reaguje. Drzewa wyrastające z murów rosną jak wyrzut sumienia — pokazują, że ochrona zabytków na papierze to jedno, a realna troska o dziedzictwo to zupełnie inna historia.


Artykuł stawia więc niewygodne pytanie: czy Szyb Zachodni podzieli los reszty kopalnianych zabudowań, czy ktoś wreszcie uzna, że warto ocalić choć te ostatnie cegły, zanim znikną na zawsze?