W ciszy miechowickiego skweru i wiosennego przed popołudnia stoi wagon, który ma upamiętniać więcej, niż potrafią unieść słowa. To tutaj wspomnienie górników wywiezionych na Wschód wraca jak echo — tych, którzy wyszli z domów i już do nich nie wrócili. Splot szyn wyrasta ponad drewnem i kamieniem jak znak, że nawet wśród Tragedii Miechowickiej i całej tragedii górnośląskiej pozostaje coś, czego nie zdoła złamać żadna siła. Wiosenne światło i białe kwiaty łagodzą ból historii, ale go nie wymazują — przypominają tylko, że pamięć jest żywa, a Śląsk nosi ją w sercu jak modlitwę.
Kazimierz Fudali był autorem rzeźbiarskiego przedstawienia postaci ofiar, umieszczonego w otwartych drzwiach wagonu pomnika Tragedii Górnośląskiej w Bytomiu‑Miechowicach.
W drewnie starego wagonu wyrasta płaskorzeźba ludzi, którzy jakby wciąż stoją razem — ściśnięci losem, milczeniem i pamięcią. Ich twarze, chropowate jak historia, patrzą w przestrzeń, której już nie ma. To nie tylko rzeźba, ale echo tych, których wywieziono ze Śląska na Wschód, w głąb obozów pracy, skąd wielu nie wróciło. W surowości drewna i rdzy metalu zapisano ból Tragedii Miechowickiej i całej tragedii górnośląskiej.

.jpg)








.jpg)


