Są w Miechowicach takie miejsca, które mijamy codziennie, nie zastanawiając się, skąd właściwie się wzięły. Ot, zwykła ulica, kilka domów, trochę zieleni, czasem pies wyprowadzany na spacer. A jednak — gdyby ulica Wiosny Ludów potrafiła mówić, opowiedziałaby historię znacznie bogatszą niż ta, którą widzimy z okna autobusu lub ze spaceru. Ale w tle tej historii pojawia się jeszcze jeden, bardzo śląski akcent — fińskie domki. Dziś dla wielu to tylko ciekawostka architektoniczna, ale po wojnie były symbolem nadziei. Polska, zrujnowana i potrzebująca mieszkań, przyjęła od Finlandii gotowe, drewniane moduły, które można było postawić szybko, tanio i niemal od ręki. Na Śląsku, gdzie tysiące ludzi pracowało w kopalniach i hutach, takie domki były jak prezent z nieba: ciepłe, przytulne, pachnące świeżym drewnem. W Miechowicach również pojawiły się takie zabudowania — skromne, ale pełne życia, budujące nową powojenną codzienność.
Dziś wiele chlewików nie istnieje, ale fińskie domki mają sie dobrze i co więcej ta zabudowa jest małą kroniką Miechowic, zapisaną w drewnie, i wspomnieniach mieszkańców, którzy przybyli z Francji i nie tylko. Świat zmienia się szybciej niż kiedykolwiek, ale ta ulica trwa — trochę jak przypomnienie, że historia nie zawsze krzyczy. Czasem po prostu stoi przy drodze i czeka, aż ktoś zechce jej posłuchać i na nią podpatrzeć.
.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz