środa, 4 lutego 2026

Miechowice - sielski i wiejski charakter miasta ukryty wśród domów i drzew

Niewielu mieszkańców zapuszcza się w tę uliczkę, choć prowadzi przez nią droga równie stara jak pamięć okolicznych domów. Wąski, piaszczysty trakt, wijący się między drewnianymi płotami i niskimi, czerwono dachowymi chałupami, wygląda tak, jakby czas zatrzymał się tu z własnej woli. Popołudniowe światło osiada na liściach drzew, tworząc miękką poświatę — jak reflektor, który powoli rozświetla scenę przed pierwszym aktem.




To miejsce od lat czterdziestych XX wieku nosi imię Wojciecha Bogusławskiego, ojca polskiego teatru narodowego. I choć trudno wyobrazić sobie, by sam Bogusławski przemierzał tę drogę, jest w niej coś, co zaskakująco dobrze współbrzmi z jego życiem. On również działał na uboczu wielkiej historii, często w trudnych warunkach, a jednak potrafił stworzyć przestrzeń, w której rodziła się polskość — żywa, odważna, pełna emocji. Tak jak ta ulica, skromna, lecz pełna charakteru.


Ulica Bogusławskiego nie potrzebuje wielkich dekoracji. Jej scenografia to proste płoty, stare dachy i światło, które zmienia się jak kurtyna unosząca się i opadająca nad kolejnymi odsłonami dnia. A przechodzień, który tu trafi, staje się na chwilę widzem — i bohaterem — tej małej, pięknej sztuki codzienności.

wtorek, 3 lutego 2026

Bytom Miechowice - „Szyb Zachodni: ostatnie cegły, ostatnia szansa”

 Ćwierć wieku po zamknięciu kopalni Miechowice krajobraz tej części Bytomia wciąż nosi blizny po górniczej epoce. Z dawnego, tętniącego życiem zakładu zostały już tylko dwa samotne strażniki przeszłości: budynek nadszybia szybu Zachodniego i ceglana maszyna wyciągowa z 1910 roku. Resztę zrównano z ziemią, jakby ktoś chciał wymazać pamięć o miejscu, które przez dekady budowało tożsamość dzielnicy.



Budynek maszyny wyciągowej i cechowni

Choć oba obiekty wpisano do rejestru zabytków, ich los wcale nie jest pewny. Maszyna wyciągowa — ostatnia murowana pamiątka po kopalni — od lat stoi w rękach prywatnego właściciela, który nie kiwnął palcem, by ją zabezpieczyć. Cegły pękają, dach zarasta drzewami, a czas robi swoje.




Budynek nadszybia



Miasto, choć obiekty stoją przy ulicy Szyb Zachodni i są formalnie chronione, nie reaguje. Drzewa wyrastające z murów rosną jak wyrzut sumienia — pokazują, że ochrona zabytków na papierze to jedno, a realna troska o dziedzictwo to zupełnie inna historia.


Artykuł stawia więc niewygodne pytanie: czy Szyb Zachodni podzieli los reszty kopalnianych zabudowań, czy ktoś wreszcie uzna, że warto ocalić choć te ostatnie cegły, zanim znikną na zawsze?