czwartek, 19 marca 2026

Miechowice - staw Mijanka przy ul. Nickla/Relaksowa

Między blokami, w miejscu gdzie codzienność zwykle mija bez zatrzymania, leży staw, który kiedyś nosił imię „Mijanka”. Dziś już nikt tak o nim nie mówi, ale w jego spokojnej tafli wciąż odbija się echo tamtych czasów — tramwajowych dźwięków, ścieżek prowadzących przez pola, pierwszych spacerów po nowym osiedlu.



Dzisiaj staw jest większy, a woda gładka jak lustro, jakby chciała zachować każdy szczegół: rząd bloków, nagie drzewa, blade niebo. Na brzegu stoi znak „Zakaz kąpieli”, trochę jak strażnik ciszy, która tu panuje. Bo to nie jest staw do pływania — to staw do wspominania. Jedynie kaczki łabędzie nie wiele sobie z niego robią.  

Mijanka może zniknęła z map i z pamięci młodego pokolenia, ale nie z pamięci ludzi, którzy pamiętają Miechowice i dzwoniące tramwaje.  Tramwaje zlikwidowano 1983 r. i jedynie pas drzew w torowisku pokazuje, że kiedyś to była linia tramwajowa. Ale staw ciąż trwa, odbijając świat takim, jakim był i jakim jest teraz — spokojniejszy, cichszy, bardziej prawdziwy i na czasie, bo tamten świat odszedł w nieznane. 








Staw w zimowej szacie. 

wtorek, 17 marca 2026

Kleofas - ,,Okaleczony Fortuna II"




 Choć nie ma już wieży i nie kręcą się koła,  

nie zdzwonią już liny układane na bębnie, 

a czas nie płynie — tylko osiada jak pył 

stoi on: Fortuna II, strażnik dawnego świata.


Pamięta, jak ziemia otwierała się przed ludźmi

odważnymi bardziej, niż pozwala rozsądek.

Pamięta ich dłonie, czarne od pracy,

i serca, które biły rytmem fedrowania.


Pamięta też ciszę po katastrofach,

gdy powietrze gęstniało od bólu,

a Katowice pochylały głowy

nad losem tych, którzy nie wrócili.


Dziś Fortuna II nie prowadzi już w głąb ziemi.

Zamiast tego — pompuje wodę,

jakby wypłukiwał z głębin resztki dawnych historii,

żeby nie zatonęły w zapomnieniu.


Jest jak latarnia odwrócona w dół,

świecąca nie światłem, lecz pamięcią.

Samotny, lecz potrzebny.

Milczący, lecz mówiący więcej niż kiedykolwiek.


Bo choć kopalnia Kleofas odeszła,

on stoi — ostatni świadek,

ostatni oddech epoki,

która zbudowała to miasto

z węgla, potu i odwagi. 

poniedziałek, 16 marca 2026

Pszczyna - dworska oficyna dostanie drugie życie

 Oficyna zamkowa, niegdyś cicha strażniczka dworskiego zaplecza, wyrasta z dawnej granicy między zamkiem a miastem niczym świadek minionych epok. Wzniesiona około 1815 roku na miejscu drewnianych zabudowań wspominanych w najstarszych zapiskach, przez lata pełniła rolę serca gospodarczej codzienności. W drugiej połowie XIX wieku uniosła się o jedno piętro wyżej, by dać schronienie pracownikom książęcym i służbie — ludziom, którzy tworzyli puls życia rezydencji.


Pszczyńska oficyna w czasach świetności

W najbliższym czasie oficyna zmieni się do niepoznania. Odnowiona budowla stanie się miejscem dialogu między historią a współczesnością, otwierając się na współpracę z lokalnymi środowiskami i wzmacniając edukacyjną misję muzeum. Jednocześnie poprawi się sposób zarządzania tym cennym obiektem dziedzictwa kulturowego. W jej wnętrzach powstanie przestrzeń ekspozycyjna, w której odżyją dawne funkcje mieszkalno‑gospodarcze. Zwiedzający zobaczą wyposażenie, technologie i urządzenia, które niegdyś stanowiły o rytmie życia w rezydencjach. Obok nich pojawi się nowoczesna strefa edukacyjna — miejsce warsztatów, zajęć i animacji, w którym przeszłość spotka się z teraźniejszością. W szerszej perspektywie oficyna stanie się przestrzenią budowania tożsamości regionalnej, pielęgnowania pamięci i wzmacniania więzi społecznych.

niedziela, 15 marca 2026

Pszczyna - ,,Bohater złotej godziny"

 Są miejsca, które nie potrzebują wielkich słów, by opowiedzieć swoją historię. Wystarczy usiąść na trawie, rozłożyć sztalugę i pozwolić, by zamek w Pszczynie sam przemówił — światłem, ciszą i spokojem, który od wieków unosi się nad jego murami.


Złota godzina w Parku Pszczyńskim ma w sobie coś z miękkiej obietnicy: że czas może na chwilę zwolnić, a człowiek — choćby na moment — wrócić do prostoty patrzenia. W tym świetle zamek nie jest już tylko zabytkiem. Staje się bohaterem, który cierpliwie pozuje artyście, jakby wiedział, że każdy pociągnięty pędzel jest formą hołdu dla jego historii.





Park wokół rezydencji szumi cicho, jakby nie chciał przeszkadzać. Stare drzewa pamiętają więcej niż my wszyscy razem wzięci, a ich cień układa się na trawie jak miękka rama dla tej sceny. Tu naprawdę łatwo zapomnieć o świecie — i może właśnie dlatego tylu ludzi wraca do Pszczyny, by choć na chwilę zanurzyć się w tej spokojnej, niemal malarskiej rzeczywistości.





Bo są miejsca, które się zwiedza, i są takie, które się przeżywa. Pszczyna zdecydowanie należy do tych drugich.

sobota, 14 marca 2026

Bytom - ,,Śpiące miasto"

 Wędrował ktoś powoli, jakby każdy krok miał znaczenie. Mgła połykała kontury budynków, zostawiając tylko zarys drogi, którą musiał przejść. Nie wiedział, czy idzie w stronę początku, czy końca — ale wiedział, że musi iść. Miasto, choć ciche, obserwowało go z ukrycia: z okien, z latarni, z pustych balkonów. W tej jednej chwili był jedynym żywym punktem na mapie znikającego świata. A jednak w tej samotności było coś kojącego — jakby mgła obiecywała, że ukryje wszystko, co powinno zostać zapomniane. 


Bytomski Rynek w kierunku Jainty 

piątek, 13 marca 2026

,,Na rozstajach ........inny świat" - Bytom ul. Żeromskiego


Pod chłodnym sklepieniem arkad
ktoś stawia krok za krokiem,
jakby każdy z nich ważył więcej
niż zwykłe przejście przez ulicę.

Mgła połyka kontury miasta,
zostawiając tylko to, co najbliżej —
oddech, szelest kroków,
delikatny ciężar torby na ramieniu.

Za łukiem zaczyna się inny świat,
miękki, cichy, niepewny,
jakby zapraszał, a jednocześnie ostrzegał.

To moment zawieszenia,
chwila pomiędzy „tu” a „tam”,
pomiędzy tym, co znane,
a tym, co dopiero się odsłoni.

Idzie dalej —
nie dlatego, że zna drogę,
lecz dlatego, że czasem
trzeba wejść w mgłę,
żeby zobaczyć, dokąd prowadzi.

czwartek, 12 marca 2026

Bytomskie klimaty - Bytom to miasto, które warto czytać

 Wielu mówi o Bytomiu, że jest miastem trudnym za zarazem najbrzydszym w Polsce. Czy to prawda ? zdecydowanie nie! Bytom jest prawdziwy. Nie przykrywa historii świeżą farbą, nie udaje, że nic się nie wydarzyło. Natomiast Plac Akademicki jest tego najlepszym przykładem — piękny w sposób, który nie potrzebuje retuszu i można sie nim zachwycić, a zarazem wyobrazić sobie jak mógł wyglądać kiedyś - w okresie swojej świetności. Zaś sam plac, to miejsce, gdzie przeszłość nie stoi za szybą muzeum, tylko żyje w codzienności - w krokach przechodnia, w szyldzie „Jadalnia”, w gołębiach przy fontannie, a nawet w wilgoci osiadającej na cegłach. Warto również podkreślić, że architektura nie jest tu dekoracją, lecz pięknym świadkiem przeszłości i świetności miasta.


Pl. Akademicki 

Bytom nie jest miastem do szybkiego zwiedzania. To miasto do czytania — powoli, z uwagą, z szacunkiem. Plac Akademicki to jedna z jego stron. Nie najgłośniejsza, nie najbardziej efektowna, ale taka, która zostaje w pamięci.

wtorek, 10 marca 2026

Bytom - gmach o niezwykłej architekturze i bogatej historii

 Gmach Urzędu Miejskiego w Bytomiu to jeden z najbardziej reprezentacyjnych budynków miasta, wyróżniający się eklektyczną architekturą z wyraźnymi wpływami klasycyzmu i neorenesansu. Wzniesiony w latach 1915–1916 jako nowa siedziba sądu cywilnego, od początku imponował monumentalną fasadą, symetrią i charakterystyczną wieżą z zegarem. Po II wojnie światowej obiekt przez pewien czas stał pusty, a w 1947 roku rozpoczęto jego adaptację do funkcji administracyjnych. Od końca lat 40. XX wieku pełni rolę ratusza oraz miejsca obrad Rady Miejskiej, stając się centrum życia samorządowego Bytomia. W 2018 roku został wpisany do rejestru zabytków, co potwierdziło jego wyjątkową wartość architektoniczną i historyczną.

Nie wiedziałem, które zdjęcie wybrać, dlatego dałem oba ;) 



poniedziałek, 9 marca 2026

Miechowice - niedoceniona moderna przy ul. Energetyki 3 i 3A

 Kamienica przy ul. Energetyki 3 i 3A oprócz zabytkowej willi 1 i 1A, to jeden z najstarszych budynków mieszkalnych w tej części Miechowic i cenny przykład wczesnego modernizmu. Powstała w latach 20. XX wieku, w okresie intensywnego rozwoju dzielnicy, kiedy w pobliżu kopalni i zakładów przemysłowych wznoszono nowoczesne, funkcjonalne domy dla pracowników.




Jej architektura od początku wyróżniała się prostą, geometryczną formą i oszczędnym detalem – cechami charakterystycznymi dla modernizmu międzywojennego. Właśnie dlatego budynek został wpisany do gminnej ewidencji zabytków jako wartościowy przykład tego stylu.



Po II wojnie światowej kamienica została przejęta przez Kopalnię Miechowice i przez dziesięciolecia pełniła funkcję mieszkań zakładowych. Po likwidacji kopalni trafiła do zasobu Spółki Restrukturyzacji Kopalń, która zarządzała nią aż do 2025 roku. Wtedy cały obiekt – wraz z mieszkaniami – został przekazany miastu Bytom. Ale czy to pozytywnie wpłynie zarówno na stan budynku i komfort zamieszkania ludzi, to dopiero czas pokaże.


Dziś kamienica przy Energetyki 3 i 3A odzyskuje należne jej miejsce w historii Miechowic. To nie tylko świadectwo międzywojennego modernizmu, ale także ważny element lokalnej tożsamości, łączący przedwojenne dziedzictwo z powojenną historią górniczej społeczności, a szczególnie teraz, gdy kopalni nie ma, a to właśnie ona wytyczała nurt życia i pozwalała ludziom godnie żyć.

niedziela, 8 marca 2026

Miechowice - Pałacu Tiele‑Wincklerów: zatrzymane w czasie ....

 Przez lata stała cicho, jakby obrażona na świat. Ruina pałacu w Miechowicach była jednym z tych miejsc, obok których przechodziło się z mieszaniną zachwytu i żalu. Zachwytu — bo nawet w stanie rozpadu potrafiła opowiadać o dawnej świetności. Żalu — bo każdy odłupany fragment muru przypominał, jak łatwo zapomina się o własnej historii.



Stan pałacu (oficyny) - początek lat 90-tych XX w.

A jednak los pałacu nie zakończył się w ciszy. W 2020 roku ruiny przestały być tylko wspomnieniem. Rewitalizacja nie próbowała udawać, że cofnie czas; przeciwnie, uszanowała to, co przetrwało, i nadała temu nowe życie. Zabezpieczone mury, odtworzone detale, ścieżki prowadzące między ocalałymi fragmentami — wszystko to sprawiło, że miejsce znów zaczęło oddychać.


Miechowicki pałac w zimowej i przedwiosennej odsłonie



Dziś pałac w Miechowicach nie jest rekonstrukcją, lecz świadkiem. Nie udaje pełnej rezydencji, ale też nie jest już milczącą ruiną. Stał się przestrzenią spotkań, spacerów, refleksji. Dowodem na to, że nawet to, co wydawało się stracone, może odzyskać sens — jeśli tylko ktoś zechce usłyszeć jego historię.

sobota, 7 marca 2026

Bytom - magia zaklęta w codzienności

 Bytom to miasto, które nie próbują udawać młodszego i wycacanego. Nie wygładza zmarszczek, nie pudruje blizn, a zamiast tego nosi je z godnością — jak ktoś, kto przeżył wiele i nie wstydzi się żadnego ze swoich dni. Właśnie dlatego Bytom potrafi poruszyć bardziej niż miasta, które błyszczą na pokaz. Tu piękno nie jest oczywiste. Trzeba je odkryć, a może nawet — pozwolić, by ono odkryło - osobiście mnie. 



Bytom ul. Żołnierza Polskiego 17 


Artyzm czy dokument - tu jest pytanie.....  

Może właśnie dlatego Bytom tak łatwo zapada w serce, bo  przypomina,  że w codzienności też jest magia. Że w ciszy można usłyszeć więcej niż w hałasie. I że czasem najpiękniejsze są te miejsca, które — mimo wszystko — wciąż są skromne, niekrzykliwe, ale w swojej codzienności mają odwagę być sobą.

piątek, 6 marca 2026

Bytom w świetle deszczu - ul. Moniuszki

 Noc spowija Bytom miękką, deszczową mgłą, a brukowana ulica lśni jak lustro, w którym odbijają się złote płomienie latarni. Krople deszczu tańczą na kamieniach, tworząc cichy rytm, jakby miasto oddychało spokojniej niż za dnia. Po lewej stronie ciągnie się niski mur z łańcuchami, mokry i chłodny, a tuż obok młode drzewo kołysze się delikatnie, jakby próbowało odnaleźć równowagę w tej nocnej ciszy.

Bytom w świetle deszczu - ul. Moniuszki 

Wysokie kamienice stoją jak strażnicy czasu — ich okna rozświetlone ciepłym blaskiem sugerują, że gdzieś tam, za zasłonami, toczy się życie, choć ulica wydaje się zupełnie pusta. Światła latarni prowadzą wzrok w głąb sceny, w stronę tajemnicy, którą skrywa mokra perspektywa. To obraz miasta, które nie potrzebuje tłumu, by być piękne. W deszczu i półmroku Bytom nabiera miękkiej melancholii — tej, która sprawia, że każdy krok brzmi jak myśl, a każdy refleks światła jak wspomnienie.

czwartek, 5 marca 2026

„Chlewiki" - zapomniana architektura śląskich placów

 Dla mieszkańców Śląska te urodziwe, ceglane budynki od zawsze były czymś więcej niż tylko elementem zabudowy. Czerwona cegła, rozgrzana słońcem latem i chłodna zimą, stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych znaków śląskiego krajobrazu — niemym świadkiem czasów, gdy region tętnił przemysłowym życiem. Ich historia splata się z losem ludzi, którzy tu przyjeżdżali, pracowali, zakładali rodziny i tworzyli własną, niepowtarzalną kulturę. Wraz z rewolucją przemysłową Śląsk wyrósł na potężne centrum górniczo-hutnicze Europy, a ceglane mury, które wtedy powstały, do dziś przechowują echo tamtych dni.



Nieistniejące chlewiki przy ul Frenzla ( zostały wyburzone w 2013 r.)

Chlewiki — te niewielkie, skromne budynki gospodarcze stojące przy familokach i robotniczych kamienicach — były nieodłączną częścią codzienności. Tworzyły mały, swojski świat śląskich podwórek, gdzie życie toczyło się swoim rytmem: dzieci biegały między bramami, sąsiedzi przystawali na krótką pogawędkę, a zapach obiadu mieszał się z odgłosami pracy. Chlewiki były częścią tego „mikrokosmosu”, który dziś wielu wspomina z czułością — prostego, ale pełnego bliskości i wspólnoty.


Chlewiki przy ul. Elsnerera, niestety podupadają z roku na rok

Z biegiem lat, wraz z upadkiem przemysłu ciężkiego, zanikaniem przydomowej hodowli i zmianami w miejskiej zabudowie, wiele z tych małych ceglastych budyneczków zaczęło znikać. Te, które przetrwały, stoją dziś jak ostatni strażnicy dawnego robotniczego życia. Niektóre odzyskują dawny blask dzięki renowacjom, inne powoli popadają w ruinę, jakby zmęczone dźwiganiem wspomnień. Ich liczba maleje, a wraz z nimi znika cząstka świata, który dla wielu był domem — świata, do którego wraca się myślami z nutą tęsknoty.

środa, 4 marca 2026

Śladami Tiele‑Wincklerów: park i oficyna w Miechowicach

 Park Tiele‑Wincklerów w Miechowicach to zabytkowe, XIX‑wieczne założenie krajobrazowe otaczające dawną rezydencję jednego z najważniejszych rodów przemysłowych Górnego Śląska. Na jego terenie zachował się cenny starodrzew, przede wszystkim okazałe buki, które nadają przestrzeni naturalny, leśny charakter. Park jest dziś miejscem spacerów, rekreacji i lokalnych wydarzeń, a jednocześnie żywą pamiątką historii Miechowic.



Oficyna pałacowa, jedyna ocalała część dawnego neogotyckiego pałacu Tiele‑Wincklerów, została odrestaurowana i pełni funkcję kulturalno‑edukacyjną. W jej wnętrzach mieszczą się wystawy i przestrzenie spotkań, a sam budynek stanowi ważny punkt na mapie dziedzictwa Bytomia, przypominając o dawnej świetności miechowickiej rezydencji.

wtorek, 3 marca 2026

Miechowice - Modernizm, który przetrwał: Opowieść o osiedlu przy Wysokiej

Położone na malowniczym zboczu Góry Gryca, osiedle robotnicze przy ulicach Wysokiej i Frenzla stanowi jedno z najciekawszych świadectw międzywojennej architektury Miechowic. Zespół powstał jako funkcjonalne i nowoczesne – jak na swoje czasy – miejsce zamieszkania dla pracowników lokalnych zakładów przemysłowych, wpisując się w dynamiczny rozwój dzielnicy na początku XX wieku.

Widok na zespół domów kolonii robotniczej od strony ul. Frenzla 

Osiedle zaprojektowano w duchu modernizmu: proste, zwarte bryły, oszczędne detale i przemyślany układ urbanistyczny miały zapewniać wygodę codziennego życia. Budynki wzniesiono z myślą o trwałości i praktyczności, a ich usytuowanie na południowym stoku zapewniało dobre nasłonecznienie oraz bliskość terenów zielonych. W sąsiedztwie znajduje się również jeden z najstarszych parków na Śląsku, co dodatkowo podnosiło walory osiedla. Choć wiele domów uległo przekształceniom – zamurowano dawne wejścia, wymieniono stolarkę, a część elewacji przebudowano – układ urbanistyczny i charakter miejsca pozostają czytelne. To fragment Miechowic, który wciąż opowiada historię lokalnej społeczności, jej pracy, codzienności i przemysłowego dziedzictwa regionu. Dziś osiedle przy Wysokiej i Frenzla jest nie tylko elementem krajobrazu, ale także ważnym punktem na mapie historycznej dzielnicy, przypominającym o jej robotniczych korzeniach i architektonicznej tożsamości.

poniedziałek, 2 marca 2026

Bytom - godność w cieniu codzienności

 Życie nie zawsze jest łatwe. Fotografia przedstawia moment, który w wielu miastach pozostaje niewidzialny — człowieka stojącego przy kontenerach, szukającego w nich czegoś, co pozwoli mu przetrwać kolejny dzień. Jego sylwetka, odwrócona plecami, nie prosi o współczucie. Raczej pokazuje cichą determinację, z jaką ludzie radzą sobie mimo braku stabilności, wsparcia czy poczucia bezpieczeństwa.



Natomiast wózek z rzeczami, które dla innych są zbędne i bezwartościowe, dla niego mogą być szansą na przeżycie kolejnego dnia. Zdjęcie nie ocenia. Zmusza do zatrzymania się i zobaczenia człowieka, który — mimo wszystko — próbuje znaleźć sposób na życie. To obraz o pokorze, wytrwałości, odporności i odwadze, ale także o codziennym zmaganiu, o tym, jak wiele osób walczy w ciszy, poza światłem reflektorów.

niedziela, 1 marca 2026

Miechowice - modernistyczna ,,willa" ul. Energetyki 1, 1A

 Wśród dawnej zabudowy osiedla przy Kopalni Miechowice pozostał już tylko jeden budynek, który pamięta czasy, gdy modernizm dopiero wkraczał na Śląsk. Wzniesiony na początku XX wieku dla wyżej postawionych pracowników kopalni, do dziś wyróżnia się elegancją i spokojną pewnością siebie — cechami, które w tamtej epoce miały podkreślać prestiż i stabilność. Jego bryła jest prosta, harmonijna, pozbawiona zbędnych ozdób, ale dopracowana w każdym detalu. Rytmiczne okna, solidne mury i charakterystyczne dwie klatki schodowe tworzą kompozycję, która jasno pokazuje, że nie był to zwykły dom robotniczy. To architektura, która miała mówić o statusie mieszkańców — inżynierów, urzędników, ludzi odpowiedzialnych za funkcjonowanie kopalni.


Widok na ,,Willę" - (tak nazywano również ten dom ) od strony podwórka.

Dziś budynek jest czymś więcej niż tylko przykładem wczesnego modernizmu. To materialny ślad społecznej historii Miechowic, świadectwo hierarchii i ambicji, które kształtowały to miejsce. Wokół niego zniknęły już niemal wszystkie obiekty z tamtego okresu, dlatego jego obecność nabiera wyjątkowej wartości. Jest ostatnim strażnikiem pamięci o osiedlu, które rosło wraz z kopalnią i jej ludźmi.

Patrząc na tę modernistyczną bryłę, widzimy nie tylko architekturę, ale opowieść o epoce, która wierzyła w postęp i trwałość. To właśnie dlatego ten budynek zasługuje dziś na uwagę — jako ostatni głos minionego świata, który wciąż potrafi przemówić do współczesnych.

czwartek, 26 lutego 2026

Bytom: Plac Klasztorny – serce pamięci miasta

 Plac Klasztorny w Bytomiu to jedno z tych miejsc, które mijamy codziennie, nie zdając sobie sprawy, jak wiele warstw historii kryje się w jego spokojnej przestrzeni. Warto o nim opowiedzieć tak, by czytelnik poczuł, że stoi w miejscu, gdzie przez pokolenia tętniło życie — ciche, codzienne, ale pełne znaczeń. To miejsce, które nie potrzebuje wielkich słów, by opowiadać o sobie. Wystarczy chwila ciszy.



Spacerując po placu, można odnieść wrażenie, że czas płynie tu inaczej. Brukowane alejki, stare drzewa i ciche podwórza tworzą atmosferę, która skłania do refleksji. To nostalgia bez smutku — raczej ciepłe wspomnienie o tym, jak wiele pokoleń zaczynało tu swoją drogę. Cisza nie jest tu pusta — niesie echo dawnych rozmów, śmiechu dzieci wracających ze szkoły, czy spacerowiczów z psem. Architektura nie jest tylko tłem — jest świadkiem, który trwa, nawet gdy ludzie się zmieniają. Plac ma w sobie łagodność — taką, która pozwala zatrzymać się na chwilę i poczuć, że Bytom ma miejsca, które warto ocalić w pamięci.


Dlaczego warto o tym pisać?



Bo Plac Klasztorny to nie tylko punkt na mapie. To fragment tożsamości miasta — cichy, skromny, ale niezwykle ważny. Opowieść o nim to opowieść o ludziach, którzy tu dorastali, uczyli się, pracowali i modlili. O miejscu, które łączy pokolenia, nawet jeśli nie zawsze to zauważamy. 

wtorek, 24 lutego 2026

Miechowice - wspomnienie o kamienicy przy ul. Bluszczowej 5

 Opowieść o kamienicy, która znała swoich ludzi



Kamienica w Miechowicach stała przy drodze tak długo, że wydawało się, jakby wyrosła z ziemi razem z drzewami. Cegły miała ciepłe, trochę spłowiałe, ale wciąż trzymające się dumnie, jakby chciały powiedzieć: „Ja tu byłam, zanim wy się urodziliście”. A ludzie, którzy w niej mieszkali, traktowali ją jak kogoś bliskiego – nie jak budynek, ale jak starą ciotkę, która wszystko widziała i wszystko pamiętała.

Drewniana klatka, która znała każdy krok

W środku prowadziła w górę klatka schodowa – drewniana, skrzypiąca, pachnąca żywicą i farbą, bo jeszcze niedawno ktoś ją odmalował. Farba była jasna, świeża, jakby ktoś chciał dodać temu miejscu odrobinę młodości. A jednak pod tą świeżością wciąż kryło się stare drewno, które pamiętało:

  • dzieci biegające po schodach z tornistrami większymi od nich samych,

  • górników wracających z nocnej zmiany, czarnych od pyłu, ale uśmiechniętych,

  • kobiety niosące zakupy, które zawsze zatrzymywały się na półpiętrze, żeby złapać oddech i wymienić kilka słów o pogodzie, cenach i życiu.

Każdy stopień miał swój własny głos. Jedne skrzypiały cicho, jakby szeptały, inne jęczały głośno, jakby narzekały na ciężar kolejnych lat. Ale wszystkie razem tworzyły melodię, którą znali wszyscy mieszkańcy.

Ludzie, którzy tworzyli dom

W kamienicy żyły pokolenia. Najpierw pradziadkowie – ci, którzy pamiętali czasy, gdy Miechowice były pełne kopalnianego gwaru. Potem ich dzieci, które dorastały w cieniu kominów i w zapachu świeżego chleba z pobliskiej piekarni. A później wnuki, które już nie znały ciężkiej pracy pod ziemią, ale znały smak wakacji spędzanych na podwórku, gdzie piłka odbijała się od ceglanej ściany jak echo dawnych czasów. Każde mieszkanie miało swoją historię. W jednym urodziło się pięcioro dzieci, w innym ktoś pierwszy raz zakochał się tak naprawdę, w jeszcze innym ktoś odszedł cicho, zostawiając po sobie tylko zdjęcie na komodzie i zapach starej wody kolońskiej.

Szkody górnicze zdecydowały

Niestety z roku na rok stan kamienicy był coraz gorszy, coraz więcej pęknięć i szczeliny spowodowały, że los kamiennicy został przesądzony i powiadomiono mieszkańców, że budynek musi być rozebrany. I tak się stało - ludzi wysiedlono. Najdłużej mieszkała rodzina na parterze, ale w krótkim czasie i oni się wyprowadzili. Budynek zabezpieczono, ale się okazało, że zabezpieczenia na wandali i złomiarzy było za słabe.




A potem przyszła noc 9 marca 2025, która zabrała wszystko

Nikt nie wie, dlaczego to się stało. Jedni mówią, że ktoś podpalił. Inni – że to przypadek. Ale ogień nie rozróżnia intencji. Wdarł się do środka, połknął drewniane schody, zjadł belki, zadymił ściany. Kamienica, która tyle lat stała niewzruszona, nagle zaczęła wyglądać jak staruszka, której zabrano siły. Ludzie patrzyli na nią z daleka. Niektórzy płakali, inni milczeli. Bo jak tu mówić, kiedy znika miejsce, które było świadkiem tylu żyć?

I tyle pozostało po kamienicy przy Bluszczowej 5 



Po wszystkim została pustka

Kiedy przyszły maszyny i zaczęły rozbierać to, czego ogień nie dokończył, wydawało się, że każdy cios młota odbija się echem w sercach tych, którzy tam dorastali. A gdy ostatnia ściana runęła, zapadła cisza – taka, której nie da się opisać. Zostało tylko wspomnienie: skrzypiące schody, zapach farby, śmiech dzieci, rozmowy na półpiętrze. I to dziwne uczucie, że choć kamienicy już nie ma, to wciąż stoi – w pamięci tych, którzy kiedyś nazywali ją domem.

Polecam także: Miechowice - ul. Bluszczowa, Miechowice - Bluszczowa, Miechowice Bluszczowa 4 – ostatni oddech starej kamienicy


poniedziałek, 23 lutego 2026

Miechowice: kamienica przy Frenzla 25 — opowieść w tonie nostalgii

 

Kamienica przy Frenzla 25 — opowieść w tonie nostalgii

Kamienica przy Frenzla 25 stoi dziś cicho, jakby wsłuchiwała się w echo dawnych głosów. Ceglany familok z końca XIX wieku, prosty, surowy, a jednak pełen historii, które wniknęły w jego mury jak zapach w stare drewno. Jej czerwona cegła, kiedyś dumna i świeża, teraz przygasła, spłowiała od deszczu i lat. W słońcu mieni się ciepłym brązem, jakby próbowała przypomnieć sobie czasy, gdy pod jej oknami biegały dzieci, a z klatek schodowych unosił się zapach obiadu i węgla.



Okna — dziś zabite deskami, wybite, puste — kiedyś były oczami domu. Patrzyły na ludzi wracających z szybu, na kobiety niosące zakupy, na rowery oparte o mur. Teraz patrzą w nic, ale w tej pustce jest coś wzruszającego: jakby kamienica wciąż czekała, aż ktoś je otworzy, przewietrzy, przywróci życie. Na parterze graffiti miesza się z resztkami dawnego tynku. To współczesne ślady na starej skórze budynku — niepasujące, ale prawdziwe. Wokół rośnie trawa, która nie pyta o pozwolenie. Przyroda powoli odzyskuje teren, jakby chciała otulić kamienicę, dać jej miękkie miejsce do odpoczynku.

A jednak, mimo opuszczenia, jest w niej godność. Ten familok pamięta epokę, w której budowano solidnie, z myślą o pokoleniach. Pamięta gwar robotniczej dzielnicy, stukot butów na bruku, zapach mokrej cegły po burzy. Dziś stoi jak strażnik minionego świata — trochę zmęczony, trochę zapomniany, ale wciąż piękny w swojej prostocie.

To jeden z tych budynków, które nie potrzebują renowacji, by wzruszać, wszak jej dni są już policzone. Czy musiało tak być....?

sobota, 21 lutego 2026

Miechowice - opowieść o drzwiach, które pamiętają więcej niż my

 Są takie drzwi, które nie potrzebują muzealnej gabloty, by opowiadać historię. Wystarczy na nie spojrzeć, a już wiadomo, że przyszły z innej epoki — z czasów, gdy drewno było ciężkie, farba pachniała olejem, a rzemieślnik podpisywał się pod swoją pracą nie nazwiskiem, lecz starannością. Te właśnie drzwi, z początku XX wieku, stoją dziś jak świadkowie, którzy nie mają komu zdać relacji. Ich wyblakła zieleń nie jest modnym zabiegiem stylizacyjnym, lecz efektem stuletniego dialogu z deszczem, mrozem i ludzką obojętnością. Owalne szybki, kiedyś eleganckie jak monokl dżentelmena, dziś patrzą na świat z lekkim zmęczeniem. A jednak wciąż mają w sobie coś z dawnej dumy — jakby pamiętały czasy, gdy pod tym łukiem przechodzili ludzie w kapeluszach, a nie z telefonami przyklejonymi do dłoni.




Ceglana arkada nad nimi też nie jest przypadkowa. To architektura, która nie bała się ciężaru, bo wiedziała, że solidność jest najlepszą wizytówką. Dziś jej spękania wyglądają jak zmarszczki — nie ukrywają wieku, lecz go podkreślają. Ktoś powie: „zniszczone, zaniedbane, szkoda patrzeć”. A ja myślę, że w tych drzwiach jest więcej prawdy niż w niejednym odrestaurowanym zabytku. One nie udają młodości. One ją pamiętają. I może właśnie dlatego warto się przy nich zatrzymać. Bo w świecie, który wszystko chce wygładzić, odnowić i poprawić, te drzwi przypominają, że czasem najciekawsze jest to, co przetrwało mimo wszystko. I nie widomo jak długo jeszcze bedą cieszyć oczy...


Zabytkowa kamienica przy ul. Franzla 48 


Były sklep mięsny, który zaopatrywał pół starych Miechowic

piątek, 20 lutego 2026

Bielsko Biała - Willa Tugendhatów

Dzisiaj udajemy się nieco dalej na południe od GOP-u, aż do  Bielska (dzisiejsza Bielsko‑Biała).



Bielski Biała - Willa Tugendhatów ul. Żeromskiego 1

Budynek widoczny na powyższej grafice zlokalizowany jest na skrzyżowaniu ulic Żeromskiego i Słowackiego został wzniesiony w 1923 roku przez renomowaną firmę budowlaną „Karol Korn”, kierowaną wówczas przez Feliksa Korna, syna jednego z najważniejszych bielskich architektów przełomu XIX i XX wieku. Obiekt powstał na zlecenie Roberta i Willy’ego Tugendhatów, przedstawicieli znanej żydowskiej rodziny przemysłowców, która odegrała istotną rolę w rozwoju gospodarczym międzywojennego Bielska. Kamienica jest przykładem eleganckiej architektury lat 20. XX wieku i stanowi ważny ślad wielokulturowej historii miasta, w której znaczącą rolę odgrywali żydowscy przedsiębiorcy oraz lokalne elity przemysłowe. Bielsko Biała posiada niesamowite perełki architektury, które mianowały miasto to tytułu ,,Mały Wiedeń", zresztą podobnie jak Bytom. I powiem, że oba miasta posiadają niesamowity klimat i architekturę, chociaż nie wiem dlaczego są nie doceniane...... ?

czwartek, 19 lutego 2026

Bytom - nawet Budynek PZPR ma swoją historię

 Okazały budynek przy ul. Żeromskiego to siedziba dawnego Brackiego Stowarzyszenia Zawodowego (Knappschafts -Berufsgenossenschaft) wybudowany w 1910 roku w stylu modernistycznym według projektu Paula Spillera. Przez lata budynek zmieniał swoich użytkowników, funkcje a wraz z nimi zmieniał się też jego wygląd. 



[Bytom ul Żeromskiego - zdjęcie foto polska] 

Po wojnie był to  gmach PZPR. Pomimo, że od lat stoi pusty, to nie jest tylko budynek – to fragment historii Bytomia. Łączy w sobie ślady epoki industrialnej, niemieckiego modernizmu, powojennej polityki i współczesnych wyzwań związanych z ochroną zabytków. Jego bogato zdobione kamienice są unikatowym świadectwem czasu Bytomia, w którym architektura miała opowiadać historię miasta i jego mieszkańców. Zaś byały gmach PZPR początkowo  wyglądał nieco inaczej  z arkadowymi krużgankami na poziomie parteru i miał trzy kondygnacje nakryte wysokim, stromym dachem. Na przełomie lat 60. i 70. XX w. dach ten rozebrano, dobudowując kolejną kondygnację z wysokimi pionowymi oknami i płaskim dachem. 



Rzeźba gwarka - nie wiadomo  czy ten forma została stworzona od początku budynku, czy też nieco później.....  

Dziś, gdy Bytom stawia na rewitalizację i ochronę dziedzictwa, kamienica przy ul. Żeromskiego zasługuje na uwagę. Jej odnowienie mogłoby przywrócić blask jednemu z najciekawszych obiektów w centrum miasta i ocalić wyjątkowe detale, które przetrwały ponad sto lat. W październiku 2024 r.  pojawiało się światełko w tunelu dla tej budowli. Nowy właściciel miał stworzyć w tym budynku kilkadziesiąt mieszkań. Przedsięwzięcie powinno zakończyć się w 2027 r., ale nic na to nie wskazuje, aby się to udało, ponieważ jak dotąd, budynek dalej niszczeje i nic dalej się z nim nie dzieje.