Pod chłodnym sklepieniem arkad
ktoś stawia krok za krokiem,
jakby każdy z nich ważył więcej
niż zwykłe przejście przez ulicę.
Mgła połyka kontury miasta,
zostawiając tylko to, co najbliżej —
oddech, szelest kroków,
delikatny ciężar torby na ramieniu.
Za łukiem zaczyna się inny świat,
miękki, cichy, niepewny,
jakby zapraszał, a jednocześnie ostrzegał.
To moment zawieszenia,
chwila pomiędzy „tu” a „tam”,
pomiędzy tym, co znane,
a tym, co dopiero się odsłoni.
Idzie dalej —
nie dlatego, że zna drogę,
lecz dlatego, że czasem
trzeba wejść w mgłę,
żeby zobaczyć, dokąd prowadzi.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz