Wieczór spływa na Miechowice jak cichy welon, utkany z fioletu i chłodnego błękitu. A staw leży nieruchomo, jakby znał tajemnicę, której nie wolno wypowiedzieć głośno. Woda jest gładka jak sen, a odbicia bloków drżą w niej jak świetliste wspomnienia — te, które wracają tylko o zmierzchu, kiedy świat na chwilę przestaje się spieszyć.
Drzewa stoją nagie i spokojne, ich gałęzie rysują na niebie delikatne linie, jakby ktoś szkicował ciszę. Drewniane pale, wynurzające się z wody, przypominają o dawnych czasach — o głosach, które ucichły, o chwilach, które zostały tylko w pamięci tego miejsca. Światła w oknach migoczą jak małe ogniska ludzkiego życia, odbijając się w stawie niczym gwiazdy, które postanowiły zamieszkać bliżej ziemi. Tu nie trzeba wielkich słów. Wystarczy spojrzeć, by poczuć, że nawet w codzienności potrafi ukryć się poezja i piękno, które nie zawsze widać. ....

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz