Na tym podwórku czas nie biegnie — on się snuje. Przysiada na obdrapanych murach, wnika w spękane płyty chodnika, osiada na starych drzwiach komórek, które pamiętają więcej niż ktokolwiek z mieszkańców. Nic tu nie krzyczy, bo wszystko już dawno się nagadało.
Po lewej stronie życie toczy się po cichu: ktoś rozwiesił pranie, ktoś uchylił okno, ktoś przechodzi przez bramę, nie zastanawiając się, ile par oczu patrzyło stamtąd wcześniej. Po prawej — cegła odsłania swoje rany, tynk odpada jak wspomnienia, które nie mają już komu służyć. To miejsce nie potrzebuje słów, żeby opowiedzieć swoją historię.
Cisza nie jest tu pustką. Jest świadkiem. Jest pamięcią. Jest oddechem między jednym dniem a drugim. Podwórko żyje, choć nikt nie zwraca na nie uwagi. Żyje w drobnych gestach, w skrzypieniu drzwi, w krokach odbijających się echem od ścian. W tym, co zwyczajne, a przez to najprawdziwsze.


Ja ogromnie lubię wchodzić w bramy i zaglądać na podwórka. Super sprawa. To sprawia wrażenie spokojnego miejsca. Najserdeczniej pozdrawiam i zapraszam do siebie na kolejną część opowieści, jeśli znajdziesz wolną chwilę:)
OdpowiedzUsuńByłem i widziałem, super ciekawie to napisałaś :) Dziękuje za odwiedziny :)
OdpowiedzUsuń