Zimowy zmierzch rozciąga się nad krajobrazem, w którym czas przestał płynąć. Drzewo w pierwszym planie — nagie, lecz dumne — stoi jak świadek czasów, które minęły. Jego konary, choć pozbawione liści, wciąż sięgają ku niebu, jakby próbowały uchwycić ostatnie promienie pamięci.
W oddali majaczą kominy — cienkie, pionowe znaki dawnego przemysłu. Nie dymią już, nie huczą. Są jak zgasłe świece w śnieżnym pejzażu. Między nimi a drzewem rozciąga się przestrzeń pełna ciszy, ale to cisza, która woła. Woła o to, by nie zapomnieć.
Śnieg nie przykrył wszystkiego. Wciąż widać ślady — nie ludzi, lecz ich obecności. To miejsce nie jest martwe. Ono milczy, ale w tym milczeniu kryje się echo: pracy, życia, zmierzchu i świtu.
To obraz nie tyle samotności, co trwania w pustce. Nie tyle samotność, co świadectwo. Nie tyle końca, co pytania o to, co o przyszłość... .
.jpg)
Lubię zdjęcia drzew. To jednak jest trochę smutne. Może tylko kolor nieba dodaje odrobiny nadziei
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie