W parku, gdzie latarnie śnią sennie,
a drzewa stoją jak wspomnienia,
mgła rozciąga swój biały całun
nad ścieżką, którą idzie cisza.
Ktoś odchodzi – nie w pośpiechu,
lecz jakby szukał zguby w sobie.
Każdy krok to pytanie bez odpowiedzi,
każdy liść – list nieprzeczytany.
Ławki czekają, jakby znały historię
tych, co tu siedzieli, milcząc razem.
Drewniana brama w oddali –
czy to wejście, czy wyjście z pamięci?
Latarnie gasną w mlecznej pustce,
światło nie sięga już dalej niż potrzeba.
A jednak coś trwa –
może echo, może ślad, może my.





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz