Na skraju chodnika, gdzie miasto oddycha szybkim rytmem dnia, dwóch starszych panów zatrzymuje czas. Ich białe kaszkiety błyszczą jak latarnie wspomnień, a dłonie — spracowane, lecz wciąż wierne muzyce — wydobywają z instrumentów muzykę jak ciche modlitwy. Skrzypce płaczą, akordeon odpowiada westchnieniem, a przechodnie, choć spieszą, na moment stają się świadkami tej intymnej rozmowy.
Między torbą i stolikiem rodzi się świat — kruchy, ulotny, lecz pełen prawdy. Ich melodie unoszą się ponad hałas samochodów, ponad rozmowy, ponad pośpiech. To pieśni o drodze, o życiu, o pięknie prostych chwil. Jakby każdy dźwięk był krokiem na bezdrożach, a każda nuta — śladem na szlaku, który prowadzi ku wspólnej radości z muzyki i wspólnego towarzystwa oraz wdzięczności ludzi.
Niestety już od kilku lat ci panowie dwaj nie byli widzialni w Bytomiu, ale nie widziałem ich takze w innych miastach. Jeśli ktoś ma wiedze na temat tych panów, bardzo proszę o informacje w komentarzu lub na email.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz