Po środku cichej uliczki, gdzie obok był plac zabaw stała niepozorna, ale do niedawna zamieszkała kamienica. Niepozorna, a jednak pełna wspomnień. Jej ceglane ściany pamiętały śmiech dzieci biegających po klatce schodowej, zapach świeżo pieczonego chleba z kuchni na parterze i ciche rozmowy sąsiadek przy oknie, gdy dzień chylił się ku zachodowi oraz gwar rozbieganych i bawiących się dzieci.
Bluszczowa 4 nie była piękna w klasycznym sensie, ale uznana za zabytek. Miała spękany tynk, okna z szybami jakby zamglonymi od lat, i dach, który z każdym rokiem coraz bardziej uginał się pod ciężarem czasu. Ale była domem. Dla tych, którzy nie potrzebowali marmurów, tylko ciepła i bliskości. Dla tych, którzy znali imiona wszystkich lokatorów i potrafili rozpoznać sąsiada po krokach na schodach.
Rozbiórka przyszła cicho, bez fanfar. Jakby miasto nie chciało budzić wspomnień. Koparka wgryzła się w mur, a z każdym uderzeniem znikał fragment historii. Kurz unosił się w powietrzu, mieszając się z melancholią. Starsza pani z sąsiedztwa zatrzymała się na chwilę, spojrzała, westchnęła. „Tu mieszkała moja ciocia. Zawsze miała otwarte drzwi.”
Dziś nie ma już drzwi. Nie ma ścian. Została tylko pustka i kilka zdjęć w telefonach tych, którzy pamiętają. Ale w sercach mieszkańców Miechowic Bluszczowa 4 wciąż stoi — nie jako budynek, lecz jako wspomnienie. Ciepłe, kruche, prawdziwe.
Po stu latach bytności i wychowaniu wielu pokoleń pozostanie tylko plac zabaw, gdzie i tak na ogół nie ma sie komu bawić.
A oto inne posty: Miechowice - Bluszczowa






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz